poniedziałek, 31 października 2016

Pozdrowienia z Korei Północnej - witamy w reżimie!

Szczerze powiedziawszy, nie mam pojęcia, jak zabrać się do tej recenzji, ponieważ o Korei Północnej krążą sprzeczne informacje, a nie chciałabym teraz rzucić wam stekiem krzywdzących i tak zwanych "szokujących" opowiastek na temat tego kraju. Okej, zatem zajmijmy się faktami.
Zacznę od tego, że zawsze fascynowała mnie kwestia "najbardziej przerażającego reżimu świata", dlatego, gdy nadarzyła się okazja ku temu, aby o nim poczytać, niewiele myśląc, zabrałam się do lektury. Padło na świeżynkę - reportaż Koreanki z południa Suki Kim, która w charakterze nauczycielki języka angielskiego spędziła u swoich sąsiadów kilka miesięcy. Całość swoich przeżyć i wspomnień zawarła na kartach książki. 
 
instagram.com/a.siecla

Wspomniałam wcześniej, że ustrój Korei Północnej nazywa się najbardziej przerażającym reżimem świata. Chciałabym w tym miejscu pokusić się o krótkie sprostowanie, ponieważ rzeczony kraj jest przedostatni w rankingu państw, w których najbardziej łamie się prawa człowieka. Ostatnia jest Erytrea, więc okazuje się, że może być jeszcze gorzej.

Książkę "Pozdrowienia z Korei. Uczyłam dzieci północnokoreańskich elit" wydało rok temu wydawnictwo Znak Literanova. Pozycja szybko zyskała rzesze czytelników, a portal lubimyczytac.pl nominował ją nawet do miana Książki Roku. Dla nas, ludzi Zachodu jej treść będzie przygnębiająca i smutna, wiele razy szokująca.
Bo Korea Północna to kraj do szpiku kości hermetyczny, zamknięty na cztery spusty. Ich Internet nie jest takim Internetem, jaki my znamy. Ten ich nazywa się Intranet i jest całkowicie cenzurowany, zawarte w nim treści są wybiórcze i skończone. Młodzi studenci (nawet ci studiujący informatykę), których uczyła Autorka, nie mogli zrozumieć, jakim cudem globalny Internet jest właściwie nieskończony.
We wstępie pisałam o sprzecznościach, jakie krążą o tym kraju. Z jednej strony Suki Kim kreuje obraz takiej Korei, jaki jest nam doskonale znany - wszechobecna inwigilacja jak u Orwella, pranie mózgu, wznoszenie modłów w stronę Wielkiego Wodza i propaganda. Niestety, kilka dni po lekturze książki trafiłam na wywiad z jakąś polską podróżniczką, która również spędziła w tym kraju pewien czas i ona była absolutnie zachwycona tym co zastała. Dlatego nie wiem już komu wierzyć. :)


Skupię się jednak na tym, jak Koreę widziała Suki Kim. Przede wszystkim - nie mogła nosić spodni. Nie mogła rozmawiać z miejscowymi Koreańczykami, sama wychodzić poza teren kampusu i na zakupy. Zresztą wszystko było nieprzyzwoicie drogie, szczególnie owoce. Głównym pożywieniem studentów na stołówkach był ryż i wodorosty. Chłopcy byli zupełnie oderwani od rzeczywistości. Nie mieli pojęcia, że Michael Jordan już dawno zakończył sportową karierę, nigdy nie widzieli żadnej części Harry'ego Pottera. Wszystko, co "amerykańskie" lub noszące takowe znamiona było odgórnie odrzucane i potępiane. Kompletnie nie znali geografii, nawet swojego kraju, ponieważ transport stoi w Korei na wyjątkowo niskim poziomie. (Chłopcy i tak nie mogliby gdziekolwiek swobodnie się przemieszczać.) Jeśli zaś chodzi o sztukę, to skupia się ona jedynie na wychwalaniu osiągnięć i osoby Wielkiego Wodza. Możecie znaleźć sobie na youtubie, na pewno są tam jakieś północnokoreańskie piosenki. 

Pisarka musiała prosić o zatwierdzanie każdej lekcji, wszystkich materiałów, jakich chciała użyć w celach dydaktycznych. Czasami tylko udało jej się przemycić coś zachodniego, ale wtedy najczęściej spotykała się z niezrozumieniem ze strony chłopców bądź, co gorsza, donosicielstwem. Warto wiedzieć, że materiały do owej książki trzymała na trzech pendrive'ach, a i tak codziennie drżała o to, aby nikt ich nie odkrył.
Niestety, w Korei Północnej nie ma czegoś takiego jak zaufanie. Jakakolwiek działalność opozycyjna byłaby zduszona już w zarodku i pewnie ukarana obozem koncentracyjnym lub śmiercią. Chciałabym nadmienić jeszcze, że Autorka skupiła się na opisaniu życia codziennego uniwersytetu w stolicy Korei Północnej i studentów-synów wysoko postawionych północnokoreańskich osobistości. Skoro dla nich życie jest tak trudne, jak wygląda w najniższych kręgach społecznych?... Całe życie zastanawia mnie, dlaczego żadna z organizacji broniących praw człowieka nic z tym nie robi.

Polecam tę książkę, po pierwsze dlatego, że zawsze fajnie poczytać jakiś reportaż, a po wtóre - Korea Północna to chwytliwy temat, o którym czyta się z wypiekami na twarzy.

http://cyfroteka.pl/catalog/ebooki/0404758/040/ff/101/OEBPS/Images/002_Kim_9780307720658__fmt.jpeg
google.pl / Lotnisko w stolicy Korei Płn.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz