piątek, 3 czerwca 2016

Zdobyć Koronę Ziemi. Polska jako światowa potęga himalaizmu

Dla mnie - osoby, która całe życie przemieszkała na terenach płaskich jak patelnia, góry są jak magnes. Przyciągają i kuszą swoim pięknem. Jak mogłabym oprzeć się także nieskończonemu majestatowi Himalajów i całej reszcie najwyższych szczytów świata? Głodna interesujących faktów na ten temat postanowiłam sięgnąć najpierw po lekturę autorstwa człowieka, który na alpinizmie zjadł zęby, a następnie po kompedium wiedzy na temat historii polskich wypraw w Himalaje.

"Korona Ziemi. Nie-poradnik zdobywcy" wybitnego polskiego himalaisty, alpinisty i taternika Artura Hajzera jest książką o dwojakiej naturze. Z jednej strony to mnóstwo wiadomości, faktów i anegdot zebranych w jednym miejscu przez Autora, gdzie ciekawostka goni ciekawostkę, a z drugiej? Niestety mamy tu błąd na błędzie, a o korektę nie pofatygowano się chyba ze względu na koszty, nie wiem. Od groma literówek, nawet w imieniu Autora, z tyłu okładki "Arut" - serio? Dalej: "na prawdę", "Jóżef", błąd w kluczowej dacie rozdziału o Kilimandżaro... Żałuję, że nie liczyłam i nie zaznaczałam wszystkich błędów, ale jestem pewna, że zebrałaby się ich pokaźna ilość.
Książka broni się jednak od strony merytorycznej, jest ciekawa i fajnie się ją czyta ze względu na lekki język, jakim posługuje się pan Hajzer. Ciekawe, ile w tym zasługi redaktorów. ;) A tak nawiasem, potrafilibyście wymienić wszystkie szczyty Korony? 



O Arturze Hajzerze dowiedziałam się dokładnie rok temu z książki M. Wojciechowskiej - Przesunąć horyzont. Naprzemiennie motywujące i ciepłe SMS-y otrzymywane od pana Hajzera pomagały Wojciechowskiej w szturmowaniu Everestu, najwyższej góry świata.
Wydanie poprawione charakteryzuje się czarno-białymi zdjęciami, a notka odwydawnicza głosi, iż zrobiono to na prośbę czytelników, którzy słali listy oburzeni, jakoby zdjęcia miały przesłaniać treść. Co? - teraz ja się oburzam. Kolorowe zdjęcia gór mogłyby być tylko dopełnieniem pięknej treści i ewentualnym zadośćuczynieniem za porażającą ilość błędów. Wielka, wielka szkoda, że pan Artur Hajzer, wybitny himalaista nie napisze już niczego więcej. W lipcu bowiem minie 3. rocznica jego śmierci. Na zawsze został gdzieś w okolicach Gaszerbrumów.

Drugą zaś lekturą pochłoniętą w ostatnim czasie jest "Ucieczka na szczyt" kanadyjki Bernadette McDonald. Dziennikarka była tak zafascynowana niesamowitymi wyczynami Polaków w najwyższych górach globu, że postanowiła napisać o tym książkę. I to nie byle jaką - na porządnym papierze, w twardej oprawie, z kolorowymi zdjęciami. Książkę, której treść jest swoistym hymnem pochwalnym na cześć największych gwiazd himalaizmu lat 80. i 90. ubiegłego wieku, to znaczy: Wandy Rutkiewicz, Jerzego Kukuczki, Krzysztofa Wielickiego, Wojciecha Kurtyki, Andrzeja Zawady, Artura Hajzera i wielu, wielu innych wspinaczy, których nazwisk nie sposób wymienić na jednym wydechu. 


Historia polskiego himalaizmu w pigułce - tak bym określiła tę publikację. Autorka podjęła się szalenie trudnego zadania, bowiem nie jest obywatelką naszego kraju. Poza tym, pisała z myślą o obcokrajowcach, jako że "Ucieczka na szczyt" została wydana najpierw pod angielskim tytułem "Freedom Climbers". Polski czytelnik momentami będzie nieco znużony przywoływanymi przez McDonald wątkami na temat komunizmu i powojennych losów Ojczyzny. Tu należy pamiętać, że Autorka pisała przede wszystkim dla wszystkich, nie tylko dla obywateli Polski i chociaż my dobrze orientujemy się w naszej historii, to np. tacy Amerykanie już niekoniecznie. ;)

Ilością ciekawostek jakie przyniosła ze sobą lektura obu powyższych publikacji mogłabym obdzielić przynajmniej pięć osób i starczyłoby nam na kilka miesięcy. Np. w 2015 roku zmieniono nazwę najwyższego szczytu Ameryki Pn. z Mount McKinley na rdzenną Denali... Ale oczywiście jak na mnie przystało, już mam na horyzoncie kolejne książki o tej tematyce, a mianowicie - "Niebo i piekło", opowieść o w połowie udanej wspinaczce na Broad Peak zimą 2013 roku oraz biografię mojego niekwestionowanego idola himalajskiego, czyli Krzysztofa Wielickiego "Mój wybór". Swoją drogą, wiedzieliście, że pan Wielicki wbiegł sobie na Broad Peak (8051 m. npm) w 21,5 h? Szedł niemal non stop tym samym ustanawiając rekord, którego do dziś nikt nie odważył się pobić. Innym razem wszedł na Lhotse w gorsecie usztywniającym kręgosłup, ponieważ doznał złamania ósmego kręgu.

Złote czasy polskiego himalaizmu minęły. Książka dowodzi, że 30 lat temu organizowano po kilkanaście wypraw w ciągu roku, a kluby zrzeszały setki, jeśli nie tysiące wspinaczy. Dziś została tylko garstka zapaleńców chętnych do zdobywania szczytów. Może za bardzo boją się ryzyka? Z listy, którą przytoczyłam gdzieś w środku wpisu, wśród nas zostali już tylko Wielicki i Kurtyka. Większość najwspanialszych wspinaczy została na stokach swoich ukochanych gór.
Dziś w Polsce takim pozytywnym himalajskim szaleńcem jest Andrzej Bargiel, który, jak sam deklaruje, chciałby zjechać na nartach ze szczytu Mount Everestu, czyli najwyższej góry świata.

6 komentarzy:

  1. To ostatnie zdjęcie jest mega! Lubię góry, ale raczej niższe - ostatnio byłam w Bieszczadach i też było pięknie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W ogóle góry w Polsce są wspaniałe, ja jeszcze w Bieszczadach nie byłam, ale bardzo bym chciała :)

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten świat górski fascynuje, ale i napawa przerażeniem. Osoby zdobywające najwyższe szczyty świata zawsze będą wzbudzały we mnie podziw. Sama zdobywam tylko mniejsze górki, choć chęci mam aż nadto. Widoki i odczucia im towarzyszące są jednymi z najbardziej inspirujących przeżyć w ogóle! Z osoby, która zawsze na wakacje wybierała morze, z wiekiem stałam się tą, która nie wyobraża sobie urlopu bez chodzenia po górach. To zupełnie inny wypoczynek i w przeciwieństwie do polskich plaż, w polskich górach naprawdę nie trudno o duchowe przeżycia. W końcu pisali o nich najlepsi poeci!

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękne zdjęcia, ciekawy temat. Eksploracja obszarów górskich, jak i tych podbiegunowych od zawsze mnie interesowała ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie również! :) Ale to pewnie też trochę przez uwielbienie do zimy, krajów skandynawskich i wszelakich gór. :)

      Usuń