środa, 8 czerwca 2016

Pokaż mu, jak wspaniałe może być życie - "Zanim się pojawiłeś" Jojo Moyes

Wiecie jak się spieszyłam żeby skończyć czytać przed filmową premierą zaplanowaną w Polsce na piątek, 10 czerwca? Będziecie się śmiali. Będziecie się śmiali, ale przez ostatnie dwa dni siedziałam z nosem w książce dla dziewczyn. I to w dodatku w bestsellerze, na które reaguję alergią! 

Nie pamiętam już, kiedy ostatnio sięgnęłam po taką powieść. W sensie romans, czułe słówka i gesty, a w tle widmo jakiegoś nieszczęścia, z którego zakochani wychodzą szczęśliwie bądź (rzadziej) nie. "Zanim się pojawiłeś" to w żadnym wypadku nie jest wydawnicza świeżynka. Wydano ją w 2012 roku, ale ostatnio zrobiło się o niej znowu głośno z powodu filmowej adaptacji. W naszych kinach będzie można zobaczyć ją na dniach, a i pewnie można oglądać na przedpremierowych seansach. Poniżej podrzucam zwiastun. 




Okej, przyznaję, to nie jest zwykłe, ckliwe romansidło. Autorka dotyka niewygodnego problemu, trudnego ze względów moralnych i etycznych. Takiego, o jakim zawsze będzie ciężko pisać i rozmawiać. Zresztą wachlarz wspomnianych już słówek i gestów jest tu stanowczo ograniczony z powodu bardzo prozaicznego. Otóż jeden z głównych bohaterów, Will, cierpi na porażenie czterokończynowe, czyli w socjolekcie medycznym - tetraplegię. Warto dodać, że mężczyzna doznał owego schorzenia w wyniku wypadku. Niestety, znajduje się w stadium, którego nijak nie da się leczyć. Nie może sam się napić, podetrzeć sobie tyłka, ani nawet przewrócić się na drugi bok w łóżku, co oczywiście skutkuje odleżynami oraz znacznym pogorszeniem stanu psychicznego. Jego opiekunką zostaje dość ekscentryczna, kolorowa jak rajski ptak (ze względu na garderobę) Louisa. Mieszkają w małym miasteczku, gdzie nie ma zbyt wielu atrakcji oprócz wielkiego, średniowiecznego zamku. Ona z trudem wiąże koniec z końcem (w pewnym momencie staje się jedynym żywicielem rodziny), za to on jest bogaty jak diabli... Pewnie w tym momencie domyślacie się, co jest dalej? Zapewniam, że właśnie kompletnie się nie domyślacie. :) Muszę przyznać, że fabuła i sam problem tetraplegii jest już szerokiej publiczności znany z popularnego na całym świecie francuskiego filmu "Niektykalni". Trudno nie zauważyć podobieństw, jednak w "Zanim się pojawiłeś" akcja toczy się w zupełnie innym, niespodziewanym kierunku.  

http://s14.favim.com/orig/160210/book-emilia-clarke-gif-june-Favim.com-3977284.gif
favim.com
Jeśli chodzi o usterki techniczne, to Autorka, Brytyjka Jojo Moyes na pewno nie ustrzegła się błędów. Czasami błyskotliwe dialogi stawały się tak drętwe, że ciężko było je przełknąć. Czasami niepotrzebnie zmieniała narrację pozwalając mówić innym bohaterom książki. Czasami było po prostu nudno - za dużo czczej gadaniny i picia herbaty (ach, ci Anglicy). No i Will ciągle, przez niemal całą książkę zwracał się do Lou po nazwisku. Jednak, mimo tych przytyków, muszę przyznać, że czytelnik otrzyma niemal 300 stron całkiem przystępnej lektury, więc może warto pokusić się o wstąpienie do biblioteki albo księgarni, albo zarezerwowanie sobie biletu na weekendowy seans. 
ew.com
Zauważyłam, że w ciągu ostatnich może 5-6 lat wśród pisarzy zapanowała moda na wciąganie na karty powieści historii osób nieuleczalnie chorych. Może zabrzmi to brutalnie, ale z pewnością jest to dobry chwyt marketingowy. Łzawe love story ZAWSZE dobrze się sprzedaje, bo to świetna gra na emocjach. Pomyślcie choćby o "Romeo i Julii" i tak słynnych od kilku lat książce i filmie "Gwiazd naszych wina". ;)
Nie, nie płakałam przy tej książce. Nie wywołała we mnie efektu "wow", ale też nie była jakaś tragiczna. Jak na wrażliwca przystało, na pewno mnie momentami mocno dotknęła, ale to na tyle. Na pewno nie dałabym jej dziesięciu gwiazdek na LubimyCzytać, co jest równoznaczne z postrzeganiem jakiejś lektury jako arcydzieło.

11 komentarzy:

  1. Nie gustuję w tym gatunku książek, więc nie znam najnowszych trendów. Ale widoczne są one dla mnie chociażby w kinematografii. I tak do końca nie wiem, czy jestem z tego zadowolony. Niby wszystkie traktują o ważnym temacie, ale... brakuje mi w nich oryginalności ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, wcale nie uważam, że jest to arcydzieło literatury światowej. Czasami miło jednak przerzucić się na coś "lżejszego", coby utrudzone szare komórki mogły nieco odetchnąć, a oczy przyjemnie ślizgać się po niewymagającym najwyższego skupienia tekście. Dzięki za odwiedziny! :)

      Usuń
    2. Rzeczywiście, w swoich ulubionych gatunkach (fantasy, kryminał) też mam kilka takich lżejszych książek dla odpoczynku. ;)

      Usuń
  2. Trochę mam na nią ochotę, ale nie jestem do końca pewna czy by mi się spodobała. cóż, jeśli nie sięgnę to się nie przekonam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Książka niezwykle mną wstrząsnęła, jest ogromnie poruszająca. A jutro biegnę na film! :)
    książki,czytadła i inne dziwadła

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spotkałam się z bardziej poruszającymi książkami, ale to oczywiście kwestia odbioru :) Właśnie ja też zastanawiam się, czy pobiec na film :D

      Usuń
  4. Zastanawiałam się właśnie co to za książka, którą tak teraz wszyscy się podniecają! Okładki tego typu przyprawiają mnie o niechęć, no a niestety jestem uwrażliwiona na estetykę i często oceniam książki po okładce. Ta wygląda jak tanie romansidło, a po Twojej opinii stwierdzam, że chyba zostawię sobie ją na jakiś urlop na plaży :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to dokładnie ten target - plaża albo relaks na trawie w parku. :) Czasami miło jest sięgnąć po coś zupełnie niezmuszającego do wysiłku :)

      Usuń
  5. Przeczytała z chęcią, a mimo że znałam zakończenie tej historii to ryczałam jak bóbr i czytając i oglądając ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja aż tak to nie, ale rzeczywiście - ta historia ma w sobie coś, co porusza. ;)

      Usuń