sobota, 21 maja 2016

Dzień Matki, czyli poznaj Mamusię Muminka i inne literackie mamy.

Już niedługo, bo za kilka dni, obchodzimy wielkie święto, czyli Dzień Matki. To wspaniała okazja, aby podziękować mamom za to, jakie są fantastyczne. W dodatku w tym roku możemy ten dzień celebrować z całą rodziną, bowiem przypada w Boże Ciało, czyli dzień ustawowo wolny od pracy. W dzisiejszym poście powędrujemy sobie troszkę śladami językowego obrazu matki i poznamy kilka niezwykłych mamuś ze świata literatury. 

Matka we wszystkich językach indoeuropejskich (z lekkimi zmianami) brzmi tak samo - mama, mother, die Mutter, mater. Etymologicznie to słowo wzięło się od ruchu warg porównywanego do ssania matczynej piersi. I tak w prasłowiańszczyźnie mówiło się mati (mać), co zdrabniało się matka. Dziś czasami błędnie uważa się ową matkę za formę pierwotną. Nic bardziej mylnego. ;)

Możemy to sobie zobrazować takim przykładem: baba -> babka -> babcia
i analogicznie: mati (mać) -> matka -> mateczka, mateńka.

Pamiętacie, jak mówiliśmy o frazeologizmach? Przysłów i różnych zwrotów z mamusią w roli głównej jest sporo. Mówimy na przykład, że wyssaliśmy coś z mlekiem matki, czyli odziedziczyliśmy jakiś talent albo cechę. Jaka matka, taka córka - obwieszczamy wesoło, gdy odnajdziemy zadziwiające podobieństwo między rodzicielką, a jej latoroślą. Z kolei o niesamowitych mieszkankach naszego kraju, które są jednocześnie: mamą, żoną, kierowcą, pracownikiem, psychologiem, kucharką i tak dalej mówimy: matka-Polka.


 ~*~

Generalnie w literaturze możemy spotkać wiele matek. Bywa tak, że wiersze bądź utwory prozatorskie niejednokrotnie stają się swego rodzaju hołdem złożonym rodzicielkom. A nawet jeśli te nie są przenoszone na strony książki, często mogą być adresatami dedykacji umieszczonej na początku dzieła. Który portret literackiej matki utkwił wam w głowie najbardziej? Oto moje propozycje: 
Mamusia Muminka
 Myślę, że zna ją każdy! Jest przykładem niezwykle troskliwej, wyrozumiałej, cierpliwej, gościnnej mamusi, która nigdy się nie złości, jest bardzo czuła i dobra. W dodatku nie rozstaje się ze swoim fartuszkiem w biało-czerwone paski i czarną torebką. Pewnie schowała tam jakieś dolary. ;)

Dziwne - myślała smętnie Mama Muminka - Dziwne, że ludzie mogą stać się smutni, a nawet źli, gdy życie staje się zbyt łatwe. Ale tak to już jest. I wtedy najlepiej zacząć od nowa, od drugiego końca. Lubicie Muminki? Ja bardzo!

Teraz proszę o uwagę wszystkich, którzy realizują rozszerzony program z języka polskiego (no i nie tylko). Pamiętacie Cudzoziemkę Marii Kuncewiczowej? (Chyba że już ją wycofano z kanonu lektur, za moich czasów była.) Tam to dopiero jest portret matki, co? Mowa o Róży Żabczyńskiej, osobie, której nie da się lubić i mimo, że w książce bohaterka dogorywa, masz ochotę ją dobić. Róża należy do osób despotycznych, męża nienawidzi, relacji z dziećmi nie potrafi nawiązać... O pardon, gdy zauważa talent muzyczny u swojej córki, postanawia wyegzekwować jej umiejętności w tyrański sposób - ciągle ją ganiąc i kontrolując. Drugie jej pacholę - Władyś, to z kolei maminsynek całkowicie podporządkowany Róży (przez matkę zerwał nawet relację z pierwszą narzeczoną). Opracowania podają, że postaci Róży nie można ocenić całkowicie negatywnie, ponieważ bohaterka przeżyła w przeszłości ogromny zawód miłosny i w przebłyskach żywiła jako takie uczucia wobec dzieci. Mimo wszystko ja jestem na nie i nie potrafię zrozumieć jej zachowania.

Myślę, że bardzo fajnym przykładem literackiej mamy jest postać Molly Weasley z septalogii o Harrym Potterze. Molly była matką aż siódemki dzieci i najwyraźniej, jak wynikało z książki, miała całkiem spore zapędy na usynowienie jeszcze Harry'ego. Podobnie jak wspomniana już Mamusia Muminka, posiadała wszystkie cechy, którymi powinna charakteryzować się każda przykładna matka. Była opiekuńcza i mimo ograniczonych środków finansowych bardzo dbała o swoje pociechy - na pewno pamiętacie własnoręcznie dziergane swetry i skarpety, które przynosiły Harry'emu i Ronowi sowy z okazji świąt Bożego Narodzenia.

gifhuntmaker.tumblr.com

Jestem przekonana, że kojarzycie taką bardzo krótką nowelkę Marii Konopnickiej, Dym. To utwór, który zawsze wyjątkowo mnie wzrusza, bowiem przedstawia losy matki wychowującej jedynego syna pracującego w fabryce. Chociaż autorka nie przybliża nam zbyt szczególnie postaci kobiety, to jednak niesamowicie uwypukla czułość, jaką matka obdarza swego jedynaka - głaszcze go po głowie, zwraca się do niego za pomocą zdrobnień i codziennie z drżeniem serca nasłuchuje aż wróci ze zmiany. Jednym słowem: syn jest sensem jej egzystencji. Całość kończy się niezwykle smutno, bo syn ginie w fabryce. Dla mnie to przykład bezinteresownej miłości, a bohaterka zawsze wzbudza mój szacunek i współczucie.
Na pewno jest jeszcze wiele matek, z którymi zapoznaliście się podczas swoich własnych literackich podróży. Może podzielicie się swoimi przykładami? :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz