sobota, 23 kwietnia 2016

Top 10 - lista moich ulubionych książek

Wszystkiego najlepszego z okazji Światowego Dnia Książki! Właśnie w ten sposób winien się dziś witać każdy mól książkowy. ;) Początkowo chciałam zrobić jakiś luźny tag związany z książkami, ale gdy wpisałam hasło w wyszukiwarkę wyskoczyło mi tyle infantylnych przykładów, że zrezygnowałam z tego pomysłu. Postanowiłam więc ułożyć moją własną, osobistą listę ukochanych książek, z którymi zetknęłam się odkąd nauczyłam się czytać samodzielnie.
Muszę przyznać, że naprawdę niewiele jest książek, co do których mogę z ręką na sercu stwierdzić, że jestem w nich całkowicie zakochana. Dużo wymagam od autorów i najczęściej swoim zachwytem obdarowuję tylko klasyki. :D Warto podkreślić, że poniższa lista to nie ranking, a po prostu zbiór lektur, do którego mam ogromny sentyment. A poza tym, jestem dość słaba w hierarchizowaniu, ale o tym cicho sza. 
Jedyna książka, do której powracam niemalże codziennie to Pismo Święte. Mam je zawsze ze sobą w małej aplikacji na telefonie. Super są te aplikacje muszę przyznać. (A tak przy okazji, Mateusz - jeśli czytasz - wymyśliłeś już jakąś?).
Lubię Hiszpanię, język hiszpański i hiszpańską muzykę, za piosenkami Iglesiasa niemal szaleję, więc jak tu nie sięgnąć po literaturę rodem z tego kraju? Ano i tu pojawia się seria o Cmentarzu Zapomnianych Książek Carlosa Ruiza Zafona. Do tych książek też wracam dość często i polecam każdemu. Ta seria naprawdę ma klimat i styl. (Monika, nie czytałaś jeszcze Więźnia nieba).
A skoro jesteśmy przy seriach to myślę, że warto tu wyróżnić septalogię o Harrym Potterze. Doskonale pamiętam jak w okresie nastoletnim zarywałam dla tych książek noce. Więcej słów nie trzeba, dzieła JK Rowling chyba każdy zna. :)
Kolejna seria dotyczy wspaniałego francuskiego chłopca - Mikołajka. Za każdym razem, gdy czytam o jego przygodach, turlam się po podłodze ze śmiechu. To znakomity poprawiacz humoru, aż mi przykro, że przeczytałam już wszystkie części. Innym francuskim przykładem moich ulubieńców jest znakomita Katedra Marii Panny w Paryżu Victora Hugo. Jeśli uważacie, że Dzwonnik z Notre Dame Disneya jest fajny, po tej książce już nawet nie będziecie chcieli o nim gadać i zaczniecie wprost uwielbiać powieść.
Imię róży Umberto Eco to przykład rodem z gorącej Italii. Kurczę, jak ja bym chciała przeczytać tę książkę raz jeszcze nie wiedząc, co zdarzy się dalej.
Z Włoch przenieśmy się na mroźną północ, do Danii, gdzie żył i tworzył Hans Christian Andersen. To mój ulubiony bajkopisarz. I choć wiem, że Skandynawia to ojczyzna kryminałów, dla mnie zawsze jej największym dobrem literackim będzie wydanie na świat właśnie twórcy Małej syrenki.
Coś, co mogłabym czytać przynajmniej co kilka miesięcy to Jane Eyre jednej z sióstr Bronte, Charlotte. To mój typ rodem z wiktoriańskiej Anglii. Czasami wyobrażam sobie, że urodziłam się w tych czasach i idealizuję w myślach tamten świat, a potem przypomina mi się, jak wielkiego farta musiałabym mieć, żeby w ogóle dożyć tylu lat, ile mam dzisiaj. 
Jeśli chodzi o nasz rodzimy ogródek to bardzo doceniam Sienkiewicza, chociaż pewien doktor z mojego instytutu na wrocławskiej polonistyce twierdził, że to półgłówek. Trudno. Pamiętam, jak w liceum zaczytywałam się w Quo Vadis. Oprócz tego, lubię poczytać naszą poezję. Tu stawiam na Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, Zbigniewa Herberta i Adama Ziemianina. A już przede wszystkim kocham Widnokrąg Wiesława Myśliwskiego. To książka o mnie, o moim życiu. Napisałam nawet o niej recenzję, jest na blogu.
Dzięki za tak duże zainteresowanie ostatnim wpisem! Przypominam, że od jakiegoś czasu jestem także na Instagramie, gdzie zapraszam oraz już od dawna na lubimyczytac.pl

2 komentarze:

  1. "Cień wiatru" zafascynował mnie. Bez wahania sięgnąłem potem po kolejne powieści autora. "Gra Anioła" bardzo mnie zmęczyła (chociaż do połowy nie mogłem się oderwać), "Więzień nieba" przeszedł bez echa, a kolejne powieści z gatunku młodzieżowych, bardzo mnie rozczarowały. Szapo ba dla Ciebie za Hugo i Bronte. "Nędznicy" po pierwszej odrazie, wciągnęli mnie bez reszty, ale "Katedrę" zostawiłem niedoczytaną. Z sióstr Bronte uwielbiam "Wichrowe Wzgórza", i tylko to byłem w stanie przeczytać do końca. Przez "Imię róży" przebrnąłem, ale kosztowało mnie to wiele wysiłku. Poznałem trochę Włochów i ich mentalność, i powiem Ci że niewiele z tego jest w tej książce. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam, że mnie też nie do końca usatysfakcjonowały te młodzieżowe powieści Hiszpana, ale na jego usprawiedliwienie dodam, że każdy ma jakieś początki i jeśli ja też miałabym zaczynać czymś słabszym wypracowując w ten sposób swój styl na tyle, aby wydać coś takiego jak "Cień wiatru", to nie mam nic przeciwko. "Nędzników" również mam zamiar kiedyś przeczytać, ale objętość trochę mnie przytłacza póki co. A jeśli chodzi o "Imię róży" to nieco trudno byłoby Włochom zachować swoją średniowieczną mentalność, więc nie dziwota, że trochę im się w głowach pozmieniało. ;) Dzięki za odwiedziny i również pozdrawiam! PS. Być może do zobaczenia w którejś z wrocławskich bibliotek. ;)

      Usuń