sobota, 9 kwietnia 2016

Daj mi fidbek asap - o zapożyczeniach.

Kojarzycie potępianą przez językowych purystów korpomowę? Teksty typu: "daj mi fidbek ASAP" albo "daj znać, jak będziesz mieć jakiś confirm" jakoś ci nie brzmią i niemal zgrzytają między zębami? Gratulacje, to znaczy, że wszystko z tobą w porządku.
Ale co, gdy ci powiem, że spora ilość słów w naszym języku pochodzi skądś? Spójrz niżej, tam ich lista. ;)

Z angielskim i niemieckim sprawa jest prosta. Każdy zna komputer, walkman, weekend, wideo, kamerę i tak dalej. Z kolei jeśli chodzi o naszych zachodnich sąsiadów to również obserwujemy tu wiele zapożyczeń. Przykładowo: kino od Kino, cukier od Zucker, szlaban od Schlagbaum, dalej ganek, kanclerz, futerał, szajs albo smak. Dziś chciałabym jednak skupić się na mniej znanych językach. 

Choćby na węgierskim, skąd pożyczyliśmy przede wszystkim słowa związane z wojskiem. Czyli między innymi: dobosz, giermek, harcerz. Z ciekawszych pożyczek można wyróżnić sasankę (dla niewtajemniczonych: to taki kwiatek), która podobno jest skróceniem węgierskiego kis asszonyka, co tam oznacza... panienkę. :) Z Węgier przywędrował także kretes - od tönkre tesz "zniszczyć do szczętu". Teraz już z pewnością wiesz, co znaczy frazeologizm: przepadł z kretesem!
Wszystkie wymienione węgierskie pożyczki pochodzą z dość prężnie działającego forum sympatyków tego języka. Szalenie trudnego języka, należy dodać. 

Lubicie Islandię? Ja bardzo. A wiecie, że Islandczycy są ogromnymi purystami w kwestii języka? Współczesna Hjordis bez problemu przeczytałaby tekst napisany przez swoich średniowiecznych przodków - taka magia! :) Forumowicze z zapomnianego już nieco forum.iceland.pl meldują, że Polacy zapożyczyli sobie z islandzkiego tylko kilka słów, które można policzyć na palcach jednej ręki. Wśród nich są: gejzer od Geysir, nazwy własnej gorącego źródła; saga, co w islandzkiem znaczy opowieść, historię, a także runy. Chodzi o ten germański alfabet, a samo staronordyckie słowo oznacza tajemnicę.

Przenieśmy się teraz na dalekie południe Europy aż do słonecznej Portugalii. Stamtąd pochodzą takie znane nam słowa, jak: kobra (cobra), albatroz (albatros), comando (dowództwo), fétiche (fetysz, które u nich oznacza urok) oraz mosquito (moskity). Niespodzianka, te ostatnie wcale nie pochodzą z angielskiego. ;) Informacje podebrałam ze strony www.ruralea.com.

Zgłodnieliście? Akurat, gdy to piszę, wypada pora kolacji. Warto wiedzieć, że wiele pożyczek w slangu gastronomicznym przywędrowało z gorącej i słynącej z doskonałej kuchni Italii. Są to przykładowo: al dente, parmezan, mozzarella, stracciatella, mortadela, musztarda, panna cotta, risotto, salami, pulpet, sztućce, cukinia, kalafior, karczoch, lawenda, pomidor, pomarańcza, tulipan, seler. Kolejną z najczęściej spotykanych kategorii jest także sztuka, gdzie podpatrzyliśmy takie słowa, jak: muzyka, balet, malarstwo, tenor, sopran, tercet, trio, wiolonczela, kwartet, alt, aria, duet, fortepian, vibrato, primabalerina, akwarela, tempera, szkic. Jeszcze inną tematyka morska: bandera, fregata, galera, gondola, korsarz, marina, molo, laguna. Oczywiście, to tylko wybrane kategorie. Italianizmów w polszczyźnie jest więcej.
www.tumblr.com
A na koniec szepnę tylko, że w języku polskim zadomowiły się także galicyzmy, czyli słówka francuskie. Są to na pewno doskonale wam znane: rendez-vous, vis-à-vis, à propos, déjà vu, adres, biżuteria, parasol, gorset, fryzjer albo awangarda.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz