piątek, 18 marca 2016

Na 23 i pies szczy - o przysłowiach.

Przeglądając lutową "Angorę" natrafiłam na tekst przedrukowany z "Kuriera Lubuskiego" traktujący o słabej znajomości przysłów przez Polaków. Autor artykułu posiłkował się wypowiedziami profesora Jana Miodka, a całość zatytułował wielce wymownie: "Spieszmy się kochać przysłowia - tak szybko odchodzą."

Zaintrygowana zabrałam się do czytania, bo chciałam przekonać się, co profesor przekazał redaktorowi, aby później móc to porównać ze swoimi notatkami, bowiem uczęszczałam do profesora na przedmiot "Kulturowy aspekt normatywistyki". Brzmi ciekawie? W takim razie czytaj dalej. :)

Podobno przysłowia są mądrością narodów. My chyba dawno tę mądrość zaprzepaściliśmy, bo nie znam nikogo z mojego otoczenia (mam na myśli moje pokolenie), kto używałby frazeologizmów. Najczęściej wychodzą one z ust mojej mamy lub innych mieszkanek mojej wsi. Zazwyczaj chlubiłam się dość zaawansowaną znajomością tychże, poza tym, bardzo lubiłam je poznawać, jednak wystarczył jeden rzut oka na słownik frazeologiczny i moja pewność siebie w tej kwestii prysła jak mydlana bańka.

Niegdyś to kalendarze liturgiczny i przyrodniczy wyznaczały cykl życia ludzi oraz nadawały rytm codzienności. Sprzęgnięcie tych dwóch wyznaczników dało efekt w postaci konstrukcji, którymi dziś operujemy bardzo szczątkowo. Zupełnie nie do pomyślenia wiek, czy dwa temu, kiedy przez równe 365 (lub 366) dni w roku obserwowano tysiące takich sprzężeń. Na ważne okazje i święta wymyślano nawet po kilkadziesiąt konstrukcji. Przykładowo na dzień św. Jana (24 VI) znano ich aż 60. Gdy święty Jan z deszczem przybywa, to słota bywa także i we żniwa.
Nasi przodkowie z ogromną uwagą i błyskotliwością obserwowali znaki, jakie dawała im przyroda. Zauważyli także, że:
Od świętej Anki (26 VII) chłodne wieczory i ranki. 
Na święty Wit (15 VI) słowik cyt.  
Gdy święty Piotr z Pawłem (29 VI) płaczą, ludzie przez tydzień słońca nie zobaczą.  
Tych zaś, którzy zasmuceni są obecną pogodą i marzą o wiośnie, słońcu oraz ciepełku pragnę pocieszyć, że: Na świętego Grzegorza (14 III) idzie zima do morza. Szczególnie obserwujcie jutrzejszy dzień, bo: gdy święty Józef pogodny, będzie roczek urodny.

W naszym rodzimym języku istnieją jednak nie tylko przysłowia dotyczące przyrody. Wiele z nich odnosi się także do obyczajowości, dawnych zwyczajów, a nawet stylu życia. "Na 23 i pies szczy" powiedzieć można o wciąż samotnych dziewczynach, które nie znalazły księcia z bajki. Zawsze istnieje jednak możliwość odgryzienia się na ewentualną obelgę mówiąc: "Jak ma iść za lada trupa, niech leży odłogiem dupa" bądź "Każdy garnek znajdzie swoją pokrywkę". I jak tu nie kochać polszczyzny? :)

Wiedzieliście? Znacie? Profesor Miodek bardzo ubolewa nad ubożeniem sfery frazeologizmów w polszczyźnie i zachęca młodych, aby ją szczególnie pielęgnowali. A tak nawiasem wiele z moich notatek pokrywa się z tym, co zostało napisane w artykule. Możliwe, że profesor po prostu dał dziennikarzowi taki sam wykład, jaki zawsze prezentuje studentom. :)

PS. Do siego roku piszemy właśnie tak i znaczy to "do tego (nadchodzącego) roku". Siego jest dawnym, staropolskim zaimkiem wskazującym i oznacza "ten, ów". Nawiasem, moja polonistka z liceum nie wiedziała o istnieniu zaimka wskazującego "ów" i dosłownie w każdym wypracowaniu mi go podkreślała uznając za błąd (sic). :D
*W tekście posiłkowałam się artykułem M. Sasa z lutowej "Angory" oraz swoimi notatkami z wykładów prof. Jana Miodka dyrektora IFP UWr.

środa, 2 marca 2016

Bednarz, węglarz, rymarz - profesje niemal zapomniane

Do napisania tego pewnie dość nudnego tekstu (bo przecież każdy ma wyszukiwarkę i może sprawdzić) skłoniła mnie piosenka "Oczy tej małej", a właściwie jej tekst, napisany przez Agnieszkę Osiecką i słuchany namiętnie od kilku dni. Jest tam taka fraza "Mieszkała tam Jagna dobra i czysta, a chodził do niej Jan kancelista." Hm... Kimże był ten tajemniczy kancelista - pomyślałam i po znalezieniu odpowiedzi dotarło do mnie, jak wiele jest nazw zawodów, które wychodzą z użycia. Zapraszam więc dziś na tekst poszerzający naszą leksykę.

Kancelistą nazywano kiedyś "niższego urzędnika kancelarii, protokolanta, kogoś kto pisze", jak mówi Słownik języka polskiego. Spotkaliście się kiedyś z takim określeniem? Ja poza słuchaną piosenką nigdy. Inny tekst, tym razem piosenki ludowej zawiera w sobie inną profesję, jednak równie zapomnianą. A brzmi następująco: "Ej, dziewczyno, ty mnie nie znosz, od Rzeszowa jestem bednorz. Robię beczki beczułeczki, a wieczorem na dzieweczki." Bednarz (w Polsce mamy aż 15678 nosicieli tego nazwiska) niegdyś zajmował się wytwarzaniem beczek, wiader, balii, a nawet konewek. Co ciekawe, bednarze tak strzegli tajemnicy wytwarzania tychże przedmiotów, że nie znali jej nawet ich najbliżsi krewni. ;) Kolejnym przykładem tzw. ginącego zawodu jest profesja węglarza. Raczej łatwo skojarzyć z czym się wiąże - w tym przypadku z wypalaniem węgla drzewnego. Bardziej chciałam jednak zaznaczyć popularność nazwiska, które do tego zawodu nawiązuje. Znacie wielu Węglarzy? Bo ja kilku. Polskę zamieszkuje blisko 5000 osób o tym nazwisku. Na węglarza też można natknąć się w tekstach polskich piosenek. Skoro przy nazwiskach jesteśmy, to również dość popularnym nazwiskiem "odzawodowym" jest Stelmach (nieco ponad 9000 użytkowników). Inaczej to rzemieślnik zajmujący się konserwacją kół i części do wozów i bryczek. Niestety w tej chwili to zawód całkowicie zapomniany. Mnie bardzo spodobała się nazwa rzemiosła polegającego na wytwarzaniu wyrobów skórzanych (kożuchów, serdaków, czapek, rękawic, etc.), czyli kuśnierstwa. Kuśnierz sam wyprawia skóry i swoje wyroby produkuje ręcznie. Kolejne zajęcie, czyli repasacja polega z kolei na podnoszeniu oczek w rajstopach bądź pończochach. Choć dziś wydaje nam się to zupełnie nieprawdopodobne, bo która z nas odniosłaby rajstopy do naprawy, to dawniej był to zawód szalenie popularny z uwagi na to, że omawiana część damskiej garderoby była trudno dostępna oraz droga, a panie trudniące się repasacją z iście chirurgiczną precyzją potrafiły naprawić każdą usterkę. :) I wreszcie - rymarz, który zajmuje się wytwarzaniem uprzęży konnych, siodeł, akcesoriów jeździeckich i skórzanych pasów pędnych. To także zawód niemalże zapomniany. Właściwie, gdyby się dobrze przyjrzeć każdy z tych i wielu innych zawodów nawiązuje w mniejszym lub większym stopniu do jakiegoś nazwiska (rymarz-Rymarczyk, Rymarz liczą sobie po ok. 2000 użytkowników). Kiedyś, w którymś tekście wspominałam o nazwiskach odimiennych (Janowicz, Pawłowicz, Marciniak), a dziś przyszła kolej na te "odzawowowe".
Istnieje jeszcze wiele innych profesji dziś już rzadko praktykowanych. Czy jakieś przychodzą wam do głowy? :)