poniedziałek, 11 stycznia 2016

Nie takie lektury straszne! Czy czytając je jesteśmy frajerami?

Wiem, że uczniowie nie lubią lektur. Wiem, bo mam siostrę w podstawówce. Jest tak głównie dlatego, że dzieci nie lubią czytać i wydaje im się to śmiertelnie nudnym zajęciem. ("lektura X streszczenie" to drugi wynik, jaki podpowiada wyszukiwarka.)  A dzieje się tak nie dlatego, że uczniowie nie chcą poznawać niesamowitych historii. Po prostu... nie potrafią płynnie i szybko czytać, a także są zniecierpliwieni wysiłkiem, jaki trzeba włożyć w to, aby przebrnąć przez ok. 300 stron książki. Film to co innego - historię masz podaną na ekranie, w dodatku w HD i z lektorem.
Nikt nie jest głupi. Lepiej pójść po linii najmniejszego oporu i poświęcić 2h na obejrzenie lektury niż kilkanaście na jej przeczytanie. A jednak znam kilku szaleńców - zresztą sama się do nich zaliczałam, którzy w czasach szkolnych decydowali się na trudną sztukę przeczytania zadanych woluminów.
Rodzi się więc pytanie, czy mając do dyspozycji film (bo przecież teraz niemal każda lektura jest sfilmowana) i sporo czasu do zaoszczędzenia (Quo Vadis ma jakieś 600 stron) byliśmy wtedy frajerami?

Zacznę może od tego, że raczej nigdy nie starałam się być czytelniczym nazistą i zazwyczaj może delikatnie sugerowałam jakiś tytuł albo mój subtelny zachwyt mógł być dla kogoś podpowiedzią. Nie przypominam sobie, bym biegała za kimś z książką, obłędem w oczach i z pianą na ustach krzyczała, że MUSISZ to przeczytać, bo jak nie to jesteś skończonym durniem i w najlepszym wypadku znajdziesz posadę przy kopaniu rowów.
Było tak może dlatego, że w LO miałam wśród znajomych więcej tzw. ścisłowców zafascynowanych całkami niż najnowszą książką Umberto Eco. I to było spoko. Oni umieli rozwiązać równania z jedną daną, ja prędzej bym przy tym zadaniu podcięła sobie żyły. I fajnie, że się tak uzupełniamy.
www.goodreads.com

Jestem jednak zdania, że podstawy każdy z nas musi ogarniać. I że poprawne posługiwanie się językiem ojczystym jest KLUCZEM do wszystkiego. Że 15 minut czytania lub rozdział dziennie to wspaniały pomysł, a efekty będą niesamowite. Poprawi wasz zasób leksykalny, poszerzy horyzonty, polepszy ortografię - same plusy. Bo dobrze wiedzieć, że to jednak Żeromski napisał Przedwiośnie, a nie Żebrowski. ;)
A lektury naprawdę nie są głupie. Gdyby tylko można było na lekcjach o nich swobodnie rozmawiać, a nie wbijać uczniom Jedyną Właściwą Interpretację. Krzyżacy to przecież typowa nawalanka, mało to chłopcy oglądają westernów, Gwiezdnych Wojen i tym podobnych? A tu proszę - bijemy się z Niemcami i jeszcze wygrywamy. (Zupełnie jak wczoraj w siatkówkę) :) Poza tym, nie mogę pojąć do dziś, dlaczego Pan Tadeusz jest tak nielubiany i niechętnie czytany. Przecież tyle tam różnych ciekawostek, a dzięki rymowi czytanie idzie jak z płatka. Gdybyście wiedzieli, jakim ziółkiem był jego autor, może sięgalibyście po tę lekturę chętniej? Może musimy zedrzeć z autorów łatkę wieszczów i zrozumieć, że byli oni takimi ludźmi jak my?
www.reddit.com

A więc nie - nie musisz. Na streszczeniu też pewnie zdasz, a frajerzy niech sobie czytają cegły po kilkaset stron. Ale czy nie warto chociaż spróbować? Kwadrans dziennie. To przecież tak niewiele :) 
www.rosettabooks.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz