środa, 28 grudnia 2016

Co można kupić w Biedronce za dychę?

Pod względem ilości książek grudzień prezentuje się dość imponująco jak na mnie, osobę, która stawia na jakość w czytelnictwie. W tym wpisie chciałabym zrobić krótki przegląd książek, czytanych w ostatnim miesiącu roku. Może ktoś skusi się na którąś z lektur dzięki mojej rekomendacji? Zwłaszcza, że przekrój gatunkowy, jaki mam zamiar zaprezentować jest naprawdę szeroki. Mamy tu baśń, opowiadania, książki historyczne oraz felietony (i sporo zdjęć w tym długim wpisie). :)

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Czy Bóg mruga?

Już od dwóch tygodni mamy adwent. Dla wielu osób to czas zmian, refleksji, postanowień, chęci poprawy swoich złych przyzwyczajeń. Adwent w pewien sposób przypomina nam też o końcu roku, o tym, że znowu trzeba robić wewnętrzny rachunek sumienia i roczny bilans zysków i strat. Czasem niestety zdarza się, że ten bilans wyjdzie nam na sporym minusie, co wtedy? Czy rzeczywiście Bóg w tym momencie mrugnął i nie zauważył, że oto właśnie sypie nam się życie?
Regina Brett autorka książki "Bóg nigdy nie mruga. 50 lekcji na trudniejsze chwile w życiu" chce przekonać czytelnika, że nic bardziej mylnego, że Bóg NIGDY nie mruga.

niedziela, 13 listopada 2016

Dlaczego zabiły? - "Polskie morderczynie" Katarzyny Bondy

Wiem, że niektórzy nie wyobrażają sobie siedzieć w domu przez cały weekend. Są towarzyscy i ciągnie ich do świata i ludzi, i to jest okej. Ale teraz wyobraźcie sobie, że macie tkwić w zamknięciu przez następne dwadzieścia pięć lat. Nie znać zmieniającego się za murami świata, za jedyne okno mieć szklany ekran telewizora. Niewyobrażalne? O takich osobach jest książka Katarzyny Bondy "Polskie morderycznie", którą przeczytałam kilka dni temu. 

instagram.com/a.siecla

poniedziałek, 31 października 2016

Pozdrowienia z Korei Północnej - witamy w reżimie!

Szczerze powiedziawszy, nie mam pojęcia, jak zabrać się do tej recenzji, ponieważ o Korei Północnej krążą sprzeczne informacje, a nie chciałabym teraz rzucić wam stekiem krzywdzących i tak zwanych "szokujących" opowiastek na temat tego kraju. Okej, zatem zajmijmy się faktami.
Zacznę od tego, że zawsze fascynowała mnie kwestia "najbardziej przerażającego reżimu świata", dlatego, gdy nadarzyła się okazja ku temu, aby o nim poczytać, niewiele myśląc, zabrałam się do lektury. Padło na świeżynkę - reportaż Koreanki z południa Suki Kim, która w charakterze nauczycielki języka angielskiego spędziła u swoich sąsiadów kilka miesięcy. Całość swoich przeżyć i wspomnień zawarła na kartach książki. 
 
instagram.com/a.siecla

niedziela, 25 września 2016

Syf, kiła i mogiła, czyli o chorobach w literaturze.

Choroba - normalna rzecz. Czasami przychodzi taki czas, kiedy nasz organizm zastrajkuje i nie chce działać jak powinien. Bohaterowie literaccy również mieli różne zdrowotne problemy. Pamiętajmy, że pisarze lubią wprowadzać wątki chorobowe, bo rzeczone wprowadzają w treść dużo dramaturgii i wielokrotnie są świetnym zwrotem akcji. 

instagram.com/a.siecla

środa, 7 września 2016

Wencel, Nowak, Siecla, Wojciechowski - o nazwiskach.

Nazwisko ważna sprawa. Ta kwestia nie ulega żadnej wątpliwości. Widnieje na wszystkich dokumentach czy to w formie własnoręcznie pisanej, czy drukowanej. Oczywiście, podobnie jak to było z imionami, każde coś znaczy. Fajnie jest nazywać się jakoś dystyngowanie i elegancko, w żadnym wypadku ośmieszająco albo infantylnie. Skąd się wzięły nazwiska, po co one i dlaczego najbardziej pożądaną w nim cząstką jest przyrostek -ska/-ski?

piątek, 2 września 2016

Co czytają prezydent, papież i królowa?

Lubimy wzorować się na powszechnie znanych i podziwianych osobach. Tu wrzucimy do koszyka jakiś produkt spożywczy sygnowany słynnym nazwiskiem, tam wpadniemy do knajpy polecanej przez samą Magdę Gessler... Nie inaczej jest z literaturą. Często sięgamy po książki polecone przez kogoś. Szczególnie, gdy jest to ktoś, kogo zdanie jest dla nas ważne. Do napisania tego tekstu zainspirowało mnie pewne zdjęcie polskiej Pani Premier. Jakie? O tym w dalszej części.

sobota, 20 sierpnia 2016

Co ja mam z tego ciągłego czytania?

Co ty masz z tego ciągłego czytania? - takie i podobne pytania okraszone kpiącym uśmieszkiem otrzymuję co jakiś czas. Moją wewnętrzną reakcję znakomicie odwzorowuje poniższy gif:

replygif.net


Bo oto co mam z tej mojej czytaniny.

instagram.com/a.siecla

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

[PALCEM PO MAPIE #1] Hiszpańska fiesta!

Anglojęzyczne książki zna każdy i to w hurtowych ilościach. Pisarze ze Stanów Zjednoczonych oraz Wielkiej Brytanii niepodzielnie przodują w rankingach na najlepiej sprzedających się autorów powieści. Wymyśliłam sobie cykl, w którym chciałabym troszeczkę odczarować ten obraz miłościwie nam panujących pisarzy posługujących się językiem angielskim. Inne kraje także szczycą się wspaniałą literaturą, dlatego chciałabym ją nieco przybliżyć. Na pierwszy ogień - a jakże - Hiszpania! (A żeby się milej czytało, podrzucam link do hiszpańskiej muzyki.)
 
instagram.com/a.siecla

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Dlaczego posiadasz supermoc?

Znam odpowiedź na to pytanie, a i ty po przeczytaniu tego tekstu przestaniesz mieć wątpliwości. Nie mam tu bynajmniej na myśli czytania w myślach albo przewidywania przyszłości. Chodzi mi o coś jeszcze bardziej fantastycznego. Po prostu potrafisz sprawnie posługiwać się językiem polskim! Co to za duma, spytasz? Już spieszę z wyjaśnieniami.
instagram.com/a.siecla

wtorek, 19 lipca 2016

Książkowa playlista. Czego słuchają literaccy bohaterowie?

Jak pewnie pamiętacie (a może i nie, stąd linki) wzięliśmy już pod lupę jadłospis książkowych bohaterów, później wspólnie z nimi wyruszyliśmy na spacer ulicami ich miast oraz poznaliśmy rasy ich psów. Dziś natomiast zagłębimy się w najciemniejsze zakamarki ich playlist i sprawdzimy, jakiej muzyki słuchają. Zakładajcie słuchawki na uszy i lecimy!

www.pinterest.com Zmierzch

piątek, 8 lipca 2016

Trynkiewicz, (nie)miłosierna siostra Bernadetta, samobójstwa w płockim ZK - "Polska odwraca oczy" Justyny Kopińskiej

Musiałam nieco odetchnąć po lekturze tej książki, aby cokolwiek o niej napisać. "Polska odwraca oczy" dziennikarki Justyny Kopińskiej jest jak jazda na rollercoasterze. Z jednej strony serce podchodzi ci do gardła, ale z drugiej jesteś zbyt podekscytowany żeby wysiąść. 

Miłość do dobrego reportażu nie mija u mnie od zeszłych wakacji, kiedy to na dobre przepadłam w fantastycznym piórze Ryszarda Kapuścińskiego. Tym razem miałam styczność ze zbiorem publikacji dziennikarki "Gazety wyborczej". Każdy, kto czyta tę gazetę na pewno zna rzeczone. Dla mnie jednak, wydana wczesną wiosną książka była zupełną nowością.

imged.pl

poniedziałek, 4 lipca 2016

Każda droga na szczyt jest inna. Przegląd biografii najlepszych piłkarzy

Dokładnie za tydzień wielkie święto europejskiej piłki nożnej, czyli EURO 2016 organizowane we Francji przejdzie do historii i stanie się tylko miłym wspomnieniem. To, które z państw wywalczy zaszczytny tytuł Mistrza Europy pozostaje jeszcze sprawą otwartą, bowiem każda z czterech drużyn półfinałowych prezentuje fantastyczny poziom.
Póki co to piękna impreza - pełna niespodzianek (Polska, Islandia, Walia), spektakularnych przegranych (Hiszpania, która nie obroni tytułu) oraz wpadek, jak choćby popularny na Twitterze #błądsędziego. :D Przez cały czerwiec i dziesięć dni lipca piłka nożna objęła panowanie nad Europą i pewnie innymi zakątkami świata. Stała się również wspaniałym pretekstem dla speców od PR-u i marketingowców. Słynni piłkarze sygnowali swoim nazwiskiem dziesiątki produktów - od spożywczych po zabawki. Szał nie ominął także branży wydawniczej. Już od wiosny mogliśmy zaobserwować prawdziwy wysyp biografii piłkarzy. Właściwie już każdy z nich, o ile jest jako tako rozpoznawalny, ma już swoją książkę. Poniżej przedstawię wam co ciekawsze z nich. Może na którąś się skusicie. :)

Niekwestionowanym królem piłkarskiej biografii w Polsce jest nie kto inny jak Robert Lewandowski, rzecz jasna. Na rynku znajdziemy aż sześć książek o Lewym w języku polskim i jedną po niemiecku. Najnowszą jest pozycja o wymownym tytule "Nienasycony". Zaś jedną z nich skierowano do dzieci. Jej tytuł brzmi "Lewy. Chłopak, który zachwycił świat". Czytalibyście? ;)

www.sendsport.pl
jastrzabpost.pl

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Gdzie najlepiej spędzić wakacje? Miniprzewodnik

Ha! Zaczęłam niczym rasowa blogerka lifestylowa. Tymczasem pogawędzę ci nie o nadmorskich kurortach z palmami i widoczkami wyjętymi wprost z katalogów biur podróży. Będzie o... miastach uwiecznionych na kartach powieści przez autorów w taki sposób, aby można było swobodnie wybrać się na spacer szlakiem książkowych bohaterów.

POZNAŃ

Od ponad 30 lat ulice stolicy Wielkopolski przemierzają bohaterowie cyklu powieści dla młodzieży "Jeżycjada" Małgorzaty Musierowicz. Co ciekawe, w Internecie można znaleźć i wydrukować sobie plan, dzięki któremu podążanie śladami rodziny Borejków będzie bajecznie proste. W Poznaniu zwiedzimy kościół Dominikanów, który według czytelników pojawia się w każdym tomie serii, kamienicę przy ulicy Roosevelta 5, czyli miejsce zamieszkania bohaterów i wiele innych. W końcu nazwa "Jeżycjada" wzięła się od dzielnicy miasta - Jeżyc.

BARCELONA
Tym razem przenieśmy się na gorące i duszne południe Europy, do jednego z największych miast Hiszpanii, Barcelony. Miasto to uwiecznił na kartach swojej tetralogii o Cmentarzu Zapomnianych Książek Carlos Ruiz Zafon. Książki rozeszły się jak ciepłe bułeczki na całym świecie, bowiem przetłumaczono je na 40 języków i po dziś dzień są niekwestionowanym hitem wydawniczym. Wydawcy postanowili więc pójść za ciosem i wydali przewodnik po Barcelonie, który poprowadzi czytelników śladami Daniela Sempere, głównego bohatera "Cienia wiatru", pierwszej części serii. Dzięki takiemu spacerowi poczujemy się dokładnie, jakbyśmy byli naocznymi świadkami wydarzeń występujących w książce.

środa, 8 czerwca 2016

Pokaż mu, jak wspaniałe może być życie - "Zanim się pojawiłeś" Jojo Moyes

Wiecie jak się spieszyłam żeby skończyć czytać przed filmową premierą zaplanowaną w Polsce na piątek, 10 czerwca? Będziecie się śmiali. Będziecie się śmiali, ale przez ostatnie dwa dni siedziałam z nosem w książce dla dziewczyn. I to w dodatku w bestsellerze, na które reaguję alergią! 

Nie pamiętam już, kiedy ostatnio sięgnęłam po taką powieść. W sensie romans, czułe słówka i gesty, a w tle widmo jakiegoś nieszczęścia, z którego zakochani wychodzą szczęśliwie bądź (rzadziej) nie. "Zanim się pojawiłeś" to w żadnym wypadku nie jest wydawnicza świeżynka. Wydano ją w 2012 roku, ale ostatnio zrobiło się o niej znowu głośno z powodu filmowej adaptacji. W naszych kinach będzie można zobaczyć ją na dniach, a i pewnie można oglądać na przedpremierowych seansach. Poniżej podrzucam zwiastun. 


piątek, 3 czerwca 2016

Zdobyć Koronę Ziemi. Polska jako światowa potęga himalaizmu

Dla mnie - osoby, która całe życie przemieszkała na terenach płaskich jak patelnia, góry są jak magnes. Przyciągają i kuszą swoim pięknem. Jak mogłabym oprzeć się także nieskończonemu majestatowi Himalajów i całej reszcie najwyższych szczytów świata? Głodna interesujących faktów na ten temat postanowiłam sięgnąć najpierw po lekturę autorstwa człowieka, który na alpinizmie zjadł zęby, a następnie po kompedium wiedzy na temat historii polskich wypraw w Himalaje.

"Korona Ziemi. Nie-poradnik zdobywcy" wybitnego polskiego himalaisty, alpinisty i taternika Artura Hajzera jest książką o dwojakiej naturze. Z jednej strony to mnóstwo wiadomości, faktów i anegdot zebranych w jednym miejscu przez Autora, gdzie ciekawostka goni ciekawostkę, a z drugiej? Niestety mamy tu błąd na błędzie, a o korektę nie pofatygowano się chyba ze względu na koszty, nie wiem. Od groma literówek, nawet w imieniu Autora, z tyłu okładki "Arut" - serio? Dalej: "na prawdę", "Jóżef", błąd w kluczowej dacie rozdziału o Kilimandżaro... Żałuję, że nie liczyłam i nie zaznaczałam wszystkich błędów, ale jestem pewna, że zebrałaby się ich pokaźna ilość.
Książka broni się jednak od strony merytorycznej, jest ciekawa i fajnie się ją czyta ze względu na lekki język, jakim posługuje się pan Hajzer. Ciekawe, ile w tym zasługi redaktorów. ;) A tak nawiasem, potrafilibyście wymienić wszystkie szczyty Korony? 


sobota, 21 maja 2016

Dzień Matki, czyli poznaj Mamusię Muminka i inne literackie mamy.

Już niedługo, bo za kilka dni, obchodzimy wielkie święto, czyli Dzień Matki. To wspaniała okazja, aby podziękować mamom za to, jakie są fantastyczne. W dodatku w tym roku możemy ten dzień celebrować z całą rodziną, bowiem przypada w Boże Ciało, czyli dzień ustawowo wolny od pracy. W dzisiejszym poście powędrujemy sobie troszkę śladami językowego obrazu matki i poznamy kilka niezwykłych mamuś ze świata literatury. 

Matka we wszystkich językach indoeuropejskich (z lekkimi zmianami) brzmi tak samo - mama, mother, die Mutter, mater. Etymologicznie to słowo wzięło się od ruchu warg porównywanego do ssania matczynej piersi. I tak w prasłowiańszczyźnie mówiło się mati (mać), co zdrabniało się matka. Dziś czasami błędnie uważa się ową matkę za formę pierwotną. Nic bardziej mylnego. ;)

Możemy to sobie zobrazować takim przykładem: baba -> babka -> babcia
i analogicznie: mati (mać) -> matka -> mateczka, mateńka.

Pamiętacie, jak mówiliśmy o frazeologizmach? Przysłów i różnych zwrotów z mamusią w roli głównej jest sporo. Mówimy na przykład, że wyssaliśmy coś z mlekiem matki, czyli odziedziczyliśmy jakiś talent albo cechę. Jaka matka, taka córka - obwieszczamy wesoło, gdy odnajdziemy zadziwiające podobieństwo między rodzicielką, a jej latoroślą. Z kolei o niesamowitych mieszkankach naszego kraju, które są jednocześnie: mamą, żoną, kierowcą, pracownikiem, psychologiem, kucharką i tak dalej mówimy: matka-Polka.

piątek, 13 maja 2016

Amen, hokus-pokus, szlag - czy ty wiesz, co ty mówisz?

"Niech to szlag trafi!" przeklinamy nieraz w afekcie. Słówko "amen" wymawiane jest z kolei wielokrotnie przez uczestników rozmaitych nabożeństw. Ile razy dla żartu mówiłeś "hokus-pokus, czary mary" nie zastanawiając się właściwie, co przed chwilą powiedziałeś? Kiedy przeczytasz ten krótki dziś tekst, może odechce ci się mówienia niektórych sformułowań i wreszcie poznasz znaczenie innych.

Ze słowami magicznymi często jest tak, że w obiegowej opinii nie znaczą one nic. Tak mówi nawet wiele źródeł. Inne natomiast podają, że owe słowa posiadają treść, której wielokrotnie nawet się nie spodziewamy. Akurat jeśli chodzi o słówka "hokus-pokus" to sprawa jest prosta. Hokus-pokus wzięło się od łacińskieich słów Hoc est corpus mei, czyli To jest ciało moje, wypowiadanych przez kapłana podczas przeistoczenia. Prześmiewcze wyrażenie ukuli protestanci nie uznający przeistoczenia właśnie, a rzecz działa się dawno temu, bo w czasach reformacji. Hokus-pokus przetrwało do dziś.
Inny wyraz z gatunku "magicznych" to aramejskie abrakadabra (Abəra kaDavəra - brzmi znajomo, prawda, czytelnicy Harry'ego Pottera?) . Pozornie uważa się, że nie ma on znaczenia, jednak według Henryka Nicponia to jedno z najbardziej przerażających przekleństw, ponieważ dosłownie abrakadabra ma znaczyć: "idź w ramiona trupa" albo "ucałuj trupa" i wywodzić się z łaciny bądź języka francuskiego (embrasser - uścisnąć, ucałować i cadavre - trup). Nicpoń dodaje, że bardziej trafnym byłoby uściślenie powiedzenia jako: idź w ramiona diabła lub pocałuj diabła, jako że ów trup ma w przenośni znaczyć Złego. Przedstawiona etymologia nie jest wcale głupia, jeśli wziąć pod uwagę, że słowo abrakadabra było w dawnych czasach grawerowane na medalionach i amuletach, musiało mieć więc jakieś znaczenie.
Interesujący Fakt #1: W Polsce działa sklep internetowy "Abrakadabra", który oferuje klientom akcesoria do chrztu. (sic)
Film "Prestiż", źródło: kamskjell6969.blogspot.com
Mogę się założyć, że wiele razy w życiu zdarzyło ci się przekląć "niech to szlag trafi!" albo nawet "niech CIĘ szlag trafi!". Nie zastanowiło was nigdy, co to jest ten cały szlag? Otóż to... udar, wylew krwi do mózgu, a w gwarze śląskiej cios, uderzenie. Istnieje jeszcze inne nieładne przekleństwo, a mianowicie: niech to/cię dunder świśnie. Dunder pochodzi z litewskiego i tam znaczy piorun. Oby nas nigdy żaden szlag ani dunder nie trafiły. ;)

Przeglądając słownik Władysława Kopalińskiego dowiedziałam się, że dosłownie gej, czyli z angielskiego gay znaczy wesoły, dopiero z biegiem czasu zmienił znaczenie na to, którym posługujemy się dziś. Człowiek uczy się przez całe życie. :)
Idiota, kretyn... Wielokrotnie myślimy tak o kimś, kogo zachowanie pozostawia sporo do życzenia. Idiota to z medycznego punktu widzenia "chory z ciężkim wrodzonym niedorozwojem umysłowym". Idiotyzmem zajmuje się nauka zwana oligofrenią. Natomiast kretyn (fr. pierw. chrześcijanin) to ktoś, kto wykazuje objawy kretynizmu, czyli upośledzenia fizycznego i umysłowego na tle niedoczynności tarczycy. Potocznie jednak idiota i kretyn są dla nas po prostu głupkami, pajacami, bałwanami.

Wreszcie na deser zostawiłam sobie hebrajskie słówka "amen" i "alleluja" - pierwsze to „niech się stanie”, "niech tak będzie" albo „wierność”, a drugie "wychwalajcie Jahwe". Czyż nie piękne? :)
Film "Zakonnica w przebraniu"www.riffsy.com

sobota, 7 maja 2016

Niektórych pokora razi. "Zakonnice odchodzą po cichu" Marty Abramowicz

Podchodzę do pisania tej opinii trochę jak pies do jeża, bo o zakonach żeńskich wiem tyle, co o motoryzacji - zdaję sobie sprawę z tego, że są różne rodzaje i kolory samochodów, ale gdyby mnie spytać o to, co się dzieje w ich wnętrzu, niczego konkretnego nie umiałabym odpowiedzieć. Książka Marty Abramowicz już z założenia miała być bombą. I taką jest. Wystarczy spojrzeć na screen, który zrobiłam osobiście. Obrazek pokazuje liczbę zamówień w jednych z najpopularniejszych filii wrocławskich Mediatek. Reporterka była szeroko reklamowana jako pierwsza w Polsce, która odważyła się poruszyć temat żeńskich zakonów. Bo, jak argumentuje Autorka, o ile o księżach i zakonnikach wiemy wszystko, tak o siostrach nic. "Bez przesady..." - przemknęło mi przez myśl i szybko zabrałam się do lektury.
opracowanie własne na podstawie: http://katalog.biblioteka.wroc.pl
Moja recenzja i książka pani Marty staną się zupełnie przewidywalne, gdy weźmiemy pod uwagę trzy konteksty: a) ja należę do Kościoła i czynnie uczestniczę w jego życiu; b) Autorka wręcz przeciwnie; i wreszcie c) publikację wydało Wydawnictwo Krytyki Politycznej. Początkowo chciałam być obiektywna wobec tej książki, ale gdy zauważyłam już na starcie (to znaczy w tytule) rażące generalizowanie, wstrząsnął mną pusty śmiech. Według Abramowicz wszyscy księża i zakonnicy trąbią o swoim odejściu na prawo i lewo, natomiast siostry siedzą cicho. "Zakonnice odchodzą po cichu", a jak mają odchodzić, droga Autorko? Z fanfarami? Nie rozumiem, czym tu się chwalić. Czy ty, gdy odchodzisz z pracy, też chcesz wszystkich o tym informować?


Ton tej książki jest jeden - przedstawić kościół w czarnym świetle. Superlatywy umniejszać, wady zaś podnosić do rangi dramatu. Treść jest bardzo zmanipulowana, bowiem jak przyznano już na początku - Marcie Abramowicz udało się dotrzeć do 20 byłych sióstr, z czego w książce przedstawiono tylko 7 historii i to tych zapewne "najmocniejszych". Najpierw oddaje się głos byłym nowicjuszkom, które wytrzymały w zakonie całe 10 miesięcy, a dziś są lesbijko-anarchistko-wegano-ateistkami. To im poświęcono najwięcej treści i uwagi. Innej byłej siostrze, która na wywiad przyszła z krzyżykiem na szyi, pozwolono mówić przez bodajże dwie strony książki. Zawsze z lekkim rozbawieniem i dystansem reaguję na "głębokie" analizy społeczno-psychologiczne przeprowadzane na kilkunastu przypadkach, bynajmnniej nie zmierzających w stronę obiektywizmu i tak zwanego "złotego środka".
Książka "Zakonnice odchodzą po cichu" to mącenie. To skarżenie się, że nie sposób wejść za mury żeńskich klasztorów, a męskie zakony chętnie zapraszają na kawę, ciacho i jeszcze w pakiecie ofiarowują nocleg. "A spróbuj zrobić coś podobnego u podkrakowskich kamedułów, Autorko" - myślę sobie. Wnioskuję, że Abramowicz nie wie, że zgromadzenia są różne i mają różne podejście. Czasami miałam wrażenie, jakby spadła z dębu i nie wiedziała, jak wygląda życie w zakonie, że wymaga wyrzeczeń i jest skoncentrowane głównie na pracy i modlitwie, i nie można być tam zbyt miękkim.Poza tym, został przytoczony przykład dziewczyny, która wybrała pewne zgromadzenie, ponieważ na jakiejś broszurce zobaczyła zdjęcie uśmiechniętej siostry w pięknie skrojonym habicie. (!)
Nie twierdzę, że wszystko w tej książce jest kłamstwem, ale razi mnie niezmiernie, że sprawa  została sprowadzona do tego, aby znowu wbić szpilę kościołowi, zakonom i osobom konsekrowanym. Treść toczy się jednym i tym samym nurtem, kompletnie nie ma tu odniesienia do tej drugiej, "dobrej" strony (która niewątpliwie jest). Szkoda, bo styl Abramowicz można łatwo przełknąć, a i czyta się niesamowicie szybko - jeden dzień i pozamiatane. :)


Zainteresowanych tematem odsyłam raczej do publikacji profesora Józefa Baniaka, który zajmuje się socjologią religii, natomiast zainteresowanych książką informuję, że 11 maja br. w Mediatece na Placu Teatralnym we Wrocławiu odbędzie się spotkanie z Martą Abramowicz.

sobota, 30 kwietnia 2016

Miejska Górka - jestem stąd. Album wydany z okazji 730-lecia miasta.

Dwa lata temu, w 2014 roku, małe miasteczko leżące w południowej Wielkopolsce obchodziło jubileusz 730-lecia swojego istnienia. Z tej okazji, oprócz organizacji festiwali, imprez kulturalnych i sportowych, Urząd Miasta postanowił wydać okolicznościowy album, w którym przedstawił wszystkie walory, jakie miejscowość posiada.
Album jest piękny. Naprawdę. Kiedy trzymasz go w rękach, wiesz, że trzymasz coś porządnego. Książka została wydana w twardej oprawie, na porządnym papierze, a w środku można znaleźć tak piękne zdjęcia, że nie można oderwać od nich oczu. :) Mały kamyk, jaki wrzuciłabym do ogródka odpowiedzialnych za przygotowywanie wydawnictwa to brak podpisów do zdjęć. Ale jak mówiła mi osoba z promocji miasta - według niej zaburzałoby to odbiór. No cóż, ja się z tym nie zgodzę, zwłaszcza w kontekście zdjęć historycznych.
Poza tym, z tekstem jest dość skąpo, ale to miał być album, więc nie mogę narzekać na jego brak. Książkę wydano w dwóch wersjach językowych - polskiej i angielskiej.

Jak już wspomniałam, album chciałoby się oglądać po kilka razy z rzędu głównie z powodu przepięknych fotografii. Zobaczymy tu wszystko, co najlepsze w Miejskiej Górce i okolicach, np. wspaniały klasztor franciszkanów na Goruszkach, złapane w kadr przykuwające wzrok detale z historycznych budowli, budynki użyteczności publicznej - bibliotekę, ośrodki zdrowia, zakłady pracy i wiele innych. Osobny rozdział poświęcono kulturze. Na zdjęciach można zobaczyć prężnie działające sekcje i stowarzyszenia, m. in. orkiestrę dętą, drużynę baseballową Demony albo klub piłkarski Sparta.
Album zamyka partia na temat naturalnego piękna naszego miasta. Tu można przyjrzeć się zbiornikowi wodnemu Balaton albo lasom i polom, których u nas nie brak.




Warto podkreślić, że w wydawnictwie umieszczono także bezcenne z perspektywy czasu zdjęcia historyczne. Trzymając tę książkę w dłoni, można naprawdę być dumnym z tego, skąd się pochodzi. Niestety, słyszałam, że zdecydowano się wydać niewielki nakład. Szkoda, bo myślę, że każdy mieszkaniec gminy chciałby mieć taki album w swoim domu. :)

sobota, 23 kwietnia 2016

Top 10 - lista moich ulubionych książek

Wszystkiego najlepszego z okazji Światowego Dnia Książki! Właśnie w ten sposób winien się dziś witać każdy mól książkowy. ;) Początkowo chciałam zrobić jakiś luźny tag związany z książkami, ale gdy wpisałam hasło w wyszukiwarkę wyskoczyło mi tyle infantylnych przykładów, że zrezygnowałam z tego pomysłu. Postanowiłam więc ułożyć moją własną, osobistą listę ukochanych książek, z którymi zetknęłam się odkąd nauczyłam się czytać samodzielnie.
Muszę przyznać, że naprawdę niewiele jest książek, co do których mogę z ręką na sercu stwierdzić, że jestem w nich całkowicie zakochana. Dużo wymagam od autorów i najczęściej swoim zachwytem obdarowuję tylko klasyki. :D Warto podkreślić, że poniższa lista to nie ranking, a po prostu zbiór lektur, do którego mam ogromny sentyment. A poza tym, jestem dość słaba w hierarchizowaniu, ale o tym cicho sza. 
Jedyna książka, do której powracam niemalże codziennie to Pismo Święte. Mam je zawsze ze sobą w małej aplikacji na telefonie. Super są te aplikacje muszę przyznać. (A tak przy okazji, Mateusz - jeśli czytasz - wymyśliłeś już jakąś?).
Lubię Hiszpanię, język hiszpański i hiszpańską muzykę, za piosenkami Iglesiasa niemal szaleję, więc jak tu nie sięgnąć po literaturę rodem z tego kraju? Ano i tu pojawia się seria o Cmentarzu Zapomnianych Książek Carlosa Ruiza Zafona. Do tych książek też wracam dość często i polecam każdemu. Ta seria naprawdę ma klimat i styl. (Monika, nie czytałaś jeszcze Więźnia nieba).
A skoro jesteśmy przy seriach to myślę, że warto tu wyróżnić septalogię o Harrym Potterze. Doskonale pamiętam jak w okresie nastoletnim zarywałam dla tych książek noce. Więcej słów nie trzeba, dzieła JK Rowling chyba każdy zna. :)
Kolejna seria dotyczy wspaniałego francuskiego chłopca - Mikołajka. Za każdym razem, gdy czytam o jego przygodach, turlam się po podłodze ze śmiechu. To znakomity poprawiacz humoru, aż mi przykro, że przeczytałam już wszystkie części. Innym francuskim przykładem moich ulubieńców jest znakomita Katedra Marii Panny w Paryżu Victora Hugo. Jeśli uważacie, że Dzwonnik z Notre Dame Disneya jest fajny, po tej książce już nawet nie będziecie chcieli o nim gadać i zaczniecie wprost uwielbiać powieść.
Imię róży Umberto Eco to przykład rodem z gorącej Italii. Kurczę, jak ja bym chciała przeczytać tę książkę raz jeszcze nie wiedząc, co zdarzy się dalej.
Z Włoch przenieśmy się na mroźną północ, do Danii, gdzie żył i tworzył Hans Christian Andersen. To mój ulubiony bajkopisarz. I choć wiem, że Skandynawia to ojczyzna kryminałów, dla mnie zawsze jej największym dobrem literackim będzie wydanie na świat właśnie twórcy Małej syrenki.
Coś, co mogłabym czytać przynajmniej co kilka miesięcy to Jane Eyre jednej z sióstr Bronte, Charlotte. To mój typ rodem z wiktoriańskiej Anglii. Czasami wyobrażam sobie, że urodziłam się w tych czasach i idealizuję w myślach tamten świat, a potem przypomina mi się, jak wielkiego farta musiałabym mieć, żeby w ogóle dożyć tylu lat, ile mam dzisiaj. 
Jeśli chodzi o nasz rodzimy ogródek to bardzo doceniam Sienkiewicza, chociaż pewien doktor z mojego instytutu na wrocławskiej polonistyce twierdził, że to półgłówek. Trudno. Pamiętam, jak w liceum zaczytywałam się w Quo Vadis. Oprócz tego, lubię poczytać naszą poezję. Tu stawiam na Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, Zbigniewa Herberta i Adama Ziemianina. A już przede wszystkim kocham Widnokrąg Wiesława Myśliwskiego. To książka o mnie, o moim życiu. Napisałam nawet o niej recenzję, jest na blogu.
Dzięki za tak duże zainteresowanie ostatnim wpisem! Przypominam, że od jakiegoś czasu jestem także na Instagramie, gdzie zapraszam oraz już od dawna na lubimyczytac.pl

środa, 20 kwietnia 2016

Brajan, Franciszek, Antena - o imionach.

Jakiś czas temu podczas rozmowy ze znajomą usłyszałam, że ona to jest przeciwna obecnej modzie nadawania dzieciom amerykańskich imion i swoje ochrzci - jak przystało - pięknym polskim imieniem. Na przykład Franciszek albo Jan. Hola, hola - miałam ochotę krzyknąć. Czy ty wiesz, że to wcale nie są polskie imiona?

Ano tak, bowiem Franciszek przywędrował z Włoch, tam jest znany jako Francesco, natomiast Jan jest imieniem hebrajskim i tak naprawdę jego pierwotna forma to Jochanan. Na chłodno więc rzecz ujmując nie możemy oburzać się na przychodzące na świat Brajanki i Dżesiki, ponieważ biorąc pod uwagę naturalną ewolucję imion w czasach dla nas zamierzchłych, jest ona zupełnie zwykłym procesem także i dziś. Wszystkim obruszonym zagranicznymi formami imion pragnę obwieścić, iż z dniem 1 marca br. weszła w życie ustawa zgodnie z którą możemy nadać swojej latorośli imię obcego pochodzenia. Czy to jednak znaczy, że nosiciel nazwiska Kowalski może ochrzcić je np. Takahiro? Niestety (lub stety) nie. Należy pamiętać, że w dalszym ciągu nie możemy nadawać maleństwom imion ośmieszających, zdrobniałych bądź uwłaczających. Chyba, że traficie na kierownika USC o dużej wyobraźni, który w dodatku jest liberałem.


A skoro już jesteśmy przy wybujałej wyobraźni. Do dziś pamiętam jak pewna pani doktor opowiadała jak to do poradni językowej zadzwonili sfrustrowani rodzice z prośbą o wyjaśnienie im, dlaczego nie mogą nazwać swego dziecka Antena. Ale to nie wszystko. Lista imion jakie przychodzą do głowy kreatywnym rodzicom jest długa. Polscy urzędnicy odmówili zarejestrowania np. takich imion jak Byczek, Sycylia, Goździk lub Dzidzia. Pamiętajmy też, że w naszym kraju nie nadaje się imienia Jezus. Z kolei w krajach Ameryki Południowej albo Hiszpanii to imię bardzo popularne.

Zdarza się jednak, że urzędnik przystanie na jakieś imię żeńskie, ponieważ zawiera konieczną literę -a na końcu. Baza PESEL podaje, że wśród rzadkich imion żeńskich w Polsce jest m.in.: Ała, Carmel, Czekina, Dżulietta, Śnieżana, Kruszyna, Nga, Tadzisława, Zenuta albo Zuzannna. Jak myślicie, była flaszka pod stołem?
Na szczęście póki co wśród najczęściej nadawanych imion w Polsce nadal prym wiodą takie jak: Julia, Wiktoria, Oliwia, Natalia, Zuzanna, Zofia czy Lena. A wśród chłopców: Jakub, Kacper, Mateusz, Szymon, Franciszek, Antoni i Filip. Jak widzicie żadne z tych imion nie jest polskie. Mają obce pochodzenie, jednak w miarę upływu czasu z powodzeniem wpasowały się w naszą tradycję. Myślę, że podobnie będzie z Angelikami, Nikolami, Kewinami lub Dżejsonami.
likegif.com
No dobrze więc - powiesz - a jakie są te polskie imiona? I tak spieszę ci donieść, że to wszystkie te, które składają się jakby z dwu członów. Są też imiesłowowe i jednoczłonowe, ale one raczej się nie zachowały. Imiona Słowian, tak jak wszystkich innych ludów niosły ze sobą jakieś znaczenie. Tak, każde imię coś znaczy, twoje też. :) Miały wyposażać dzieciątko w pewne cnoty lub cechy. I tak na przykład imiona staropolskie, które nadal są w powszechnym użyciu to: Wojciech, Kazimierz, Władysław albo Stanisław. Jest też Mirosław, który dzieli się na cząstki: "mir" - pokój i "sław" - sławić, stąd wychodzi nam, że Mirosław znaczy "sławiący pokój". Warto dodać, że to imię jest jednym z najstarszych wśród słowiańskich. Niesamowite, że udało mu się przetrwać do dziś.
Podobnie było wśród kobiet. Przykładami są: Dobrosława, Ludmiła, Cirzpisława (zachęcam do samodzielnego znalezienia znaczenia :)) albo Bogumiła, Jaromira, Milena.

Do czego może doprowadzić kreatywność autorów - pisarzy i poetów, widać na pierwszy rzut oka, gdy spojrzymy na listę imion literackich. Nie jest specjalnie obszerna, ale to i tak nie lada wyczyn, że jakiś autor został trendsetterem na tyle, że do dziś spotykamy się z imieniem wymyślonym właśnie przez niego. Tu ukłony w stronę Adama Mickiewicza, który powołał do życia Grażynę, Jamesa Macphersona, twórcę Malwiny, Juliusza Słowackiego, który wymyślił Kirkora, Balladynę i Kordiana albo Henryka Sienkiewicza, który wpadł na pomysł, aby bohaterkę nazwać Ligia. A kojarzycie, że kiedyś w czasach emisji telenoweli "Niewolnica Isaura" wiele dziewczynek zostało ochrzczonych tym imieniem?

Warto nazywać dzieciątka z głową, aby potem nie miały do rodziców pretensji. Myślę, że bliźnięta, których nie pozwolono nazwać Fish i Chips na pewno w przyszłości podziękują rozsądnym urzędnikom.
thetravelpop.com