poniedziałek, 30 listopada 2015

"Cześć, giniemy!" + "Widnokrąg"

"Nie za wygląd się kocha, ale nie wiadomo za co. A jak kocha się, to i co na wierzchu się kocha, i co ukryte, i co może się stać, tak tobie, jak i mnie, czyli jemu albo jej. I wtedy nieważne, czy ktoś łysy, czy że poci się. Nie kocha się osobno, że ktoś wysoki jest, a ktoś ma takie czy inne oczy, czy choćby ktoś najpiękniej mówił, bo jeden może być wymowny, a drugi nie. Z ilu zresztą ludzi trzeba by składać na takiego jednego czy jedną, żeby nie miał żadnej wady, a jeszcze mógłby wyjść z tego jakiś stwór, nie człowiek. Kocha się tak samo przez wady i nieszczęścia i może nawet głębiej, a najgłębiej kocha się przez ból. Może być ktoś wysoki, zadbany, wymyty, pachnący, a nie ma go za co kochać."
W. Myśliwski

"Widnokrąg" w ubiegłym tygodniu skończyłam i jedyne, co jestem w stanie powiedzieć to: nieskończony zachwyt. Pierwsza pozycja w mojej biblioteczce oceniona na dziesięć gwiazdek na portalu lubimyczytac.pl. A gdybym tylko mogła, dałabym więcej, ponieważ odnalazłam książkę swojego życia. I nie ma w tych słowach ani krzty patosu czy przesady. Dzięki tej książce zostałam upewniona w tym, że wiem, gdzie znajduje się środek mojego widnokręgu. Chyba dlatego, że w wielu fragmentach odnajduję samą siebie.
Wiesław Myśliwski jest mistrzem słowa, leksyki, dwukrotnym laureatem nagrody Nike. Nie wiem czy kiedykolwiek spotkałam pisarza z tak bogatym zasobem słów. W dodatku ten imponujący, gawędziarski styl. Czyta się tę powieść (na którą składają się tysiące liter i ciągi słów) z zapartym tchem i ma się nieposkromioną ochotę na więcej, mimo 600 stron ciężkiego tomiszcza. I pierwszy raz w życiu było mi tak smutno, że skończyłam coś czytać. Jutro mam zamiar pobiec do biblioteki po inne dzieła napisane przez maestra Myśliwskiego.

źródło, źródło

A wczoraj dobrnęłam do ostatniej strony poruszającej książki: "Cześć, giniemy!" Jarosława Reszki. Autor jest dziennikarzem i to jedyna pozycja w jego dorobku. Ta niepłodność pisarska niestety jak dla mnie bardzo odbija się na stylu - dość topornym i nieprzystępnym.
"Cześć, giniemy!" to zbiór największych katastrof, jakie wydarzyły się w powojennej Polsce. Oczywiście oceniając książkę nawet nie sposób brać pod osąd tych strasznych tragedii. Dla mnie rzeczona pozycja jest szalenie ciekawa (jeśli można to tak nazwać). Na przestrzeni 160 stron znajdziemy między innymi wstrząsające zapisy z czarnych skrzynek, poznamy kulisy toczących się spraw sądowych oraz przebieg akcji ratunkowych. Szkoda natomiast, że zamieszczono w niej tak mało zdjęć. Treść książki to potężny ładunek emocji, dlatego nie polecam jej osobom o słabych nerwach.
 

"Dobranoc! Do widzenia! Cześć! Giniemy!"

Warto nadmienić, że tytuł odnosi się bezpośrednio do ostatnich słów pilota samolotu "Tadeusz Kościuszko", który w ten właśnie sposób pożegnał się tuż przed zderzeniem samolotu z ziemią. Owa katastrofa pochłonęła w 1987 roku aż 183 istnienia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz