sobota, 24 października 2015

"Modlitwa" znaczy "krzyk" - literacki Nobel dla Białorusinki. "Krzyk Czarnobyla" Swietłany Aleksijewicz

"Julia, Katia, Wadim, Oksana, Oleg... A teraz - Andriej.
- Umrzemy i staniemy się nauką - mówił Andriej.
- Umrzemy i zapomną o nas - tak myślała Katia.
- Umrzemy... - płakała Julia.
Teraz niebo jest dla mnie żywe, kiedy patrzę w nie. Tam są oni..."
 
               Jako że jestem fanką literatury faktu z aprobatą przyjęłam wiadomość o tym, że tegoroczną laureatką Nagrody Nobla w dziedzinie literatury została po raz pierwszy w historii osoba zajmująca się trudną sztuką reportażu, a mianowicie - Białorusinka Swietłana Aleksijewicz.
Moje zamiłowanie do reportażu zawsze było dość mocne (pamiętam jakie wrażenie zrobiły na mnie "Medaliony" Zofii Nałkowskiej przeczytane w gimnazjum), jednak przybrało na sile w te wakacje, gdy niemal pochłonęłam "Heban" i "Wojnę futbolową" naszego cesarza tego gatunku, Ryszarda Kapuścińskiego. (Mój Boże, jakże chciałoby się pisać tak wspaniale jak on.) Po tych dwóch lekturach oraz niedawnym triumfie Aleksijewicz musiałam sięgnąć po dzieło, które wyszło spod jej ręki.
Jednak, jak można było przypuszczać sława pisarki urosła na tyle, że w mojej ulubionej filii wrocławskiej Mediateki na ul. Szewskiej nie było już ani jednego egzemplarza jej twórczości. Na współ ze smutną pysią, na wpół z iskrą nadziei postanowiłam przejrzeć jeszcze katalog on-line. BINGO! Okazało się, że ostała się ostatnia książka tylko dlatego, że znajdowała się w dziale "technologie", w dodatku piętro wyżej. Takie szczęście. :)

               Historia katastrofy wybuchu czarnobylskiego reaktora nigdy mnie nie dotyczyła. Urodziłam się 7 lat po wypadku, w dodatku w innym kraju, a na lekcjach historii rzadko kiedy nauczyciele wykładali historię nowożytną. Jakoś nigdy nie mogliśmy do niej zdążyć. No cóż, może bezpośrednio mnie nie dotyczy, ale było to bezprecedensowe wydarzenie dla całego świata.

               Książki "Krzyk Czarnobyla" (w innych tłumaczeniach: Czarnobylska modlitwa) nie da się czytać bez wzruszenia. To zbiór rozmów ze świadkami wypadku, z rodzinami strażaków biorących udział w akcji ratunkowej, z przesiedlonymi - biednymi i bogatymi, z dziećmi i dorosłymi. Każda historia, każdy głos ma znaczenie w tej książce. Jest tu ukazany cały wachlarz emocji i uczuć mieszkańców bezprośrednio narażonych na promieniowanie: miłość, tęsknota, strach. Właściwie piszą ją ci ludzie, zaś autorka tylko porządkuje te opowieści i ustala pewien chronologiczny ład. Poznamy więc na przykład losy przesiedlonych starowinek, które nie potrafią żyć w innym miejscu niż ich domostwa i wracają mimo śmiercionośnego skażenia radioaktywnego. Szczególnie poruszające są relacje dzieci, które zamiast czerpać z beztroski dzieciństwa, musiały poznać znaczenie takich słów jak: śmierć, radiacja, promieniowanie.

"Jadę wczoraj w trolejbusie. Scenka: chłopczyk nie ustąpił miejsca staruszkowi. Ten go uświadamia:
- Będziesz stary, to także ci nie ustąpią.
- Nigdy nie będę stary - odpowiada chłopiec.
- Dlaczego?
- Wszyscy szybko umrzemy.
Wokół rozmowy o śmierci. Dzieci myślą o śmierci. A nad tym rozmyśla się w końcówce życia, a nie na początku."

Dziś Czarnobyl jest atrakcją turystyczną. Organizuje się tam wycieczki za pieniądze. Turyści i zbieracze złomu bezczelnie rozkradają ten swoisty cmentarz. Po więcej wiadomości odsyłam do książki Swietłany Aleksijewicz - "Krzyk Czarnobyla". Właśnie stamtąd pochodzą cytaty użyte w tekście.

Opuszczony Czarnobyl, źródło

Bardzo dobry wybór w tym roku, Akademio! Pisarka zasługiwała na tę nagrodę jak nikt inny. Sama zaznaczyła w wywiadzie, że rząd białoruski udaje, że Aleksijewicz w ogóle nie tworzy, jej książki wydawane są tylko po rosyjsku, jej twórczość nigdy nie jest nigdzie w białoruskich mediach cytowana. A teraz słyszy o niej cały świat. :) TU, na blogu oświaty kaganiec można wygrać książkę tegorocznej Noblistki w dziedzinie literatury. 




źródło
źródło

sobota, 17 października 2015

WOjaCZEK na Bruno Schulz Festiwal 2015

"a ja mam dłonie smutne jak opuszczone gniazda
i każda cząstka myśli znów Ciebie żywą zmyśla."
R. Wojaczek - Gwiazda

Pełne zachwytu westchnienia na polskim filmie? A i owszem. Zwłaszcza, gdy ogląda się tak piękne kadry, jak w "Wojaczku" Lecha Majewskiego. W ramach czwartej edycji "Bruno Schulz. Festiwal", odbywającego się aktualnie we Wrocławiu, kino Nowe Horyzonty wyświetliło rzeczony film, natomiast po seansie odbyło się spotkanie z twórcami dzieła: reżyserem Lechem Majewskim i odtwórcą roli głównego bohatera: Krzysztofem Siwczykiem.

3-5
źródło

To wybitnie sugestywna, poruszająca próba odtworzenia, uporządkowania niestety bardzo krótkiej, bo tylko dwudziestosześcioletniej, lecz niezwykłej biografii Rafała Wojaczka - poety żyjącego i tworzącego we Wrocławiu na przełomie lat 60. i 70. ubiegłego wieku. Film doskonale przybliża klimat czasów, w jakich dane było żyć artyście. Jest czarno-biały, kadry są wprost surowe, co dodatkowo potęguje doznania artystyczne. Świat, na który parzymy jest szary jak PRL, a gdzieś w nim wyrywający murom zęby krat on - buntownik, ekscentryk, poeta, któremu trudno było żyć.
Podczas półtoragodzinnej projekcji razem z Wojaczkiem wędrujemy po Wrocławiu. Odwiedzamy Dworzec Główny, któremu nawet się nie śniło, że będzie tak pięknie wyremontowany jak teraz, zwiedzamy ciemne kamienice na Śródmieściu, a spostrzegawczy widz rozpozna sfatygowane drzwi Szpitala Klinicznego nr 1 (notabene są osadzone na tych samych zawiasach po dziś dzień).
Co ciekawe rolę Rafała Wojaczka powierzono Krzysztofowi Siwczykowi, który wcale nie jest aktorem, a... poetą. Może dzięki temu udało mu się stworzyć Wojaczka tak przepełnionego smutkiem, tak prawdziwego. Poza tym pan Siwczyk ma w sobie "to coś", co przyciąga wzrok. Zwłaszcza, gdy siedzisz kilkanaście rzędów vis a vis niego. :)

Tablica upamiętniająca Rafała Wojaczka na ul. Rzeźniczej we Wrocławiu.
Jest to piękny film, jednak pełen bólu i niepokoju. Do dziś czerpie się inspiracje z "Wojaczka" (chociaż nakręcono go w 1999 roku czyli w czasach dość zamierzchłych), co zdradził podczas panelu dyskusyjnego sam reżyser. Wspomniał między innymi o wpływie jego filmu na "Idę" czyli nasz pierwszy i jedyny dotychczas film uhonorowany statuetką Oscara.
Polecam go nawet antyfanom poezji. :)
"Od czasu do czasu
by sprawdzić
czy żyję jeszcze
szpilką się nakłuwam
a do wnętrza czaszki
wprowadzam świderek

Ale
albo te sposoby
są zawodne
albo już nie żyję."
R. Wojaczek - Piszę wiersz
 
źródło